Wracaliśmy na pokład statku, jako para. Jakie, to piękne słowo. Nie
zauważałam tego, aż do dziś. Olivier jest cudowny. I na dodatek cały mój. Tak
świetnie całuje. Ahh...to takie piękne
uczucie mieć kogoś kto Cię kocha.
-
Paolu. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię mam. – wyrwał
mnie z myśli, Oli.
-
I wzajemnie. – odpowiedziałam.
-
Kocham Cię. Mam nadzieję, że nasza miłość przetrwa na wieki. –
powiedział i uśmiechnął się.
-
Ja również mam taką nadzieję. – rzekłam i przysunęłam się do
niego.
Gdy doszliśmy na
statek, czekał tam na nas Alex. Nie wyglądał na zadowolonego. Minę miał raczej,
jakby chciał zabić każdego po kolei. Akurat przechodziliśmy koło niego, kiedy
powiedział:
-
Widzę, że się mysiom pysiom trochę poprzestawiało się w
główkach.
-
Słucham? – zapytałam.
-
No, co? Może chcesz mi powiedzieć, że to, iż trzymacie się za
ręce i w dodatku całujecie na środku miasta, to normalne? – zapytał ze
zdenerwowaniem w głosie.
-
Słuchaj koleś. To nie moja wina, że Ci się w życiu nie
powodzi. Ale my z Paolą jesteśmy szczęśliwy i będziemy Ci bardzo wdzięczni,
jeśli nie będziesz się wtrącał w nasz związek. – powiedział Olivier. W jego
głosie było słychać złość.
-
Mi się nie powodzi? To ja zająłem się Paolą dzisiejszego dnia,
podczas, gdy Ty całowałeś się z jakąś lampuciarą. To ja powinienem teraz iść z
nią za rękę i ją całować, a nie Ty. – krzyczał.
-
Weź sobie gościu poszukaj innej laski. – krzyknął Oli i ruszył
zdenerwowany w stronę swojej kajuty. Pobiegłam za nim, słysząc z oddali głos
Alex’a.
-
Jeszcze będziesz moja.
Długo szliśmy obok siebie i nic nie mówiliśmy. Olivier przez całą drogę
zaciskał dłonie w pięści.
Weszliśmy razem
do jego kajuty, która jest trzykrotnie większa od mojej i ładniejsza. Usiadłam
koło Oliviera, który zakrywał dłońmi twarz.
-
Olivier... – powiedziałam. Niestety nie dostałam żadnej
odpowiedzi. – Mam iść? – zapytałam
-
Nie zostań. Potrzebuję Cię teraz. – powiedział, a z jego oczu
ciekły łzy.
-
Nie płacz, kochanie. – powiedziałam i otarłam łzy z jego
policzków.
-
Co ja bym bez Ciebie zrobił...tak bardzo Cię kocham. Nie
pozwolę na to, by on mi Cię odebrał. – mówił, a z jego oczu ciekły łzy. Wzięłam
jego twarz w swoje dłonie i powiedziałam:
-
Olivier...nie masz się czym przejmować. Ja nigdy z nim nie będę.
Przecież wiesz, że Ciebie kocham i tylko Ciebie. Będę przy Tobie zawsze dopóki
śmierć nas nie rozdzieli. – powiedziałam, a po tych słowach Olivier wsunął
swoje dłonie w moje włosy i zaczął całować moje usta. Pocałunek stawał się
coraz bardziej namiętny. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Nasze usta
przyciągały się do siebie, jak magnesy. W końcu postanowiłam rozdzielić je.
-
Musze już iść. – powiedziałam.
-
Nie...Paola. Potrzebuję Cię. Zostać u mnie. – powiedział i
płakał dalej.
-
No dobrze. Nie zostawię Cię w takim stanie. – oznajmiłam.
-
Chodź , połóż się koło mnie. – rzekł Oli.
Oboje położyliśmy się na jego łóżku, wtuleni w siebie. Długo nie
mogliśmy zasnąć. Olivier gładził moje włosy i całował w czoło. Natomiast ja
jeździłam opuszkami palców po jego umięśnionej klatce. Wkrótce sen przejął nad
nami kontrolę i oboje usnęliśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------
Ani razu nie wstawiałam żadnego rozdziału w sobotę, ani w niedzielę. Ale zrobiłam wyjątek. Szczerze mówiąc, to dzisiejszy rozdział miał pojawić się wczoraj, ale jestem tak chora, że z ledwością dodałam go dziś.
+ Oczywiście chcę go zadedykować mojemu koledze Filipowi, który nie mógł się go doczekać :D
Do następnego ;*
*ZABRANIAM KOPIOWANIA TREŚCI
Petty P.
ach... a mówią, że faceci nie płaczą :P
OdpowiedzUsuńświetny rozdział :*
Mówią :D Dziękuję :) :*
Usuńcoś podejrzewam, że przez tego Alex'a zerwą :( ale i tak jest supiiiii / Ala
OdpowiedzUsuńpożyjemy, zobaczymy :D dziękuję:*
Usuń